platforma blogowa portalu dziennik wschodni

Projekt – citybooks: Andrzej Stasiuk w Lublinie

 

Lepiej być nie mogło. W czwartek 17 października o godz. 17.30 w Kawiarnio – Księgarni Spółdzielnia przy. ul. Peowiaków 11 spotkacie Andrzeja Stasiuka. Znakomity pisarz już jest w Lublinie i pomieszka tu co najmniej dwa tygodnie. Dzięki temu Lublin będzie miał niezwykłą, literacką promocję. Spotkacie go na Starym Mieście, gdzie będzie mieszkał.

A wszystko za sprawą projektu cityboks. – Projekt citybooks zakłada promocję niewielkich, ale posiadających czytelny dla organizatorów potencjał kulturalny i społeczny miast, które dzięki powstałej na ich temat “księdze miasta” zaistnieją w świadomości europejskiej poprzez swoistość klimatu, specyfikę kultury i potencjał ludzki. Do współpracy Lublin zaprosił literatów, którzy kolejno będą gościć w Lublinie. Zaproszeni pisarze to Andrzej Stasiuk, Mauro Pawlowski, Witold Szabłowski, Arnon Grunberg oraz Maud Vanhauwaert. Film o Lublinie zostanie stworzony przez Piotra Miłkowskiego, a obraz fotograficzny miasta stworzy Maciej Rukasz. Te dzieła złożą się na multimedialną, wielojęzykową  “księgę miasta” umieszczoną na platformie internetowej citybooks – piszą organizatorzy. Czyli Centrum Kultury w Lublinie.

Andrzej Stasiuk - niezwykle interesująca osobowość twórcza, mieszkaniec Wołowca w Beskidzie Niskim, a tak naprawdę obywatel Karpat. Dezerter, który wojsko zamienił na więzienie, gdyż przymusową służbę wojskową odbierał jako represję, a pobyt w więzieniu jako doświadczenie. Działacz Ruchu Wolność i Pokój, miłośnik Albanii nazywanej przez niego “podświadomością Europy”, podróżnik, literat i wydawca skupiający się na temacie tożsamości środkowoeuropejskiej. Laureat wielu nagród, w tym Nagrody Fundacji im. Kościelskich, Nagrody Literackiej w. Arkadego Fiedlera za “Fado” i Nagrody Nike za “Jadąc do Babadag”.
    Uważa się za wieśniaka, jak mieszkał w Warszawie to też nie chodził do teatru więc niczego mu w Wołowcu nie brakuje. Niesłychanie wyczulony na prowincjonalne nastroje, wewnętrzne światy, atmosferę miejsca. Posługuje się swoistą perspektywą spojrzenia z której rodzą się komizm i tragizm i nostalgia, a czasami tak intymna nuta jak ten moment, kiedy jako ojciec patrzy na swoją śpiącą córkę i już wie, że nie dzielą swoich światów, bo każdy ma swój. (materiały organizatora).

Zapraszamy na stronę projektu: http://citybooks.lublin.eu/, fotografia ze strony pisarza: http://www.stasiuk.pl

 

 

 

Julia Hartwig na bis

 

6 października o godz. 17 w Izbie Drukarstwa przy ul. Żmigród 1 będzie można spotkać Julię Hartwig. Znakomita poeta obchodzi 90 urodziny. Do Lublina przyjeżdża na 90 lecie III Liceum Ogólnokształcącego im. Unii Lubelskiej.

 Jeszcze mam w oczach sentymentalną podróż, w jaką Julia Hartwig wyprawiła się kilka lat temu w Lublinie. Podróż po zaułkach dzieciństwa nie mogła odbyć się bez Bramy Grodzkiej, do której dochodził zapach cebulowych placków z piekarni Kuźmiuka. Stanęła do fotografii w uliczce „Ku Farze”. Dokładnie w tym miejscu, które tak lubił fotografować jej brat.

Z mieszkańcami Lublina szukała miejsca, gdzie miał słynne atelier Edward Hartwig. W środku pracowni rósł klon. Klon znalazł się na tyłach podwórka przy Narutowicza19 a, w oku Julii zakręciła się łza. Wzruszeń ciąg dalszy odbył się trzy podwórka dalej, gdzie Hartwigowie mieszkali. Nacisnęła domofon – nikt nie chciał jej wpuścić. Dopiero na hasło „zakład energetyczny” znakomita poetka mogła wejść na górę, by zadumać się na balkonie swojego dzieciństwa.

Drugi ważny przystanek to dom, w którym Hartwigowie mieszkali po przyjeździe z rewolucyjnej Rosji. Na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Staszica. Nad dawną cukiernią Semadenich. – Tu jadałam najlepsze ciasteczka w swoim życiu. Pamiętam nazwę, domino. I smak – mówiła wzruszona. Sentymentalna podróż po Lublinie, którego w większości już nie ma, skończyła się w Zaułku Hartwigów. Julia stanęła na malowniczych schodkach łączących Kowalską z placem Rybnym.

Ale wróćmy do dziś. Na czwartkowym spotkaniu w Izbie Drukarstwa będzie można posłuchać znakomitej poetki, kupić już ostatnie tomiki jej poezji „Gorzkie żale” wydany przez A-5 oraz zobaczyć świeżutki numer „Scriptores” jej poświęcony. Idzie jesień. To najwyższy czas, żeby zatrzymać się w biegu, zwolnić, zachwycić się Lublinem, którego nie ma…

 

 ”Gorzkie żale” to z jednej strony zbiór charakterystycznych dla Julii Hartwig motywów, z refleksją nad skomplikowaniem natury ludzkiej i istotą poezji na czele, ale równocześnie świadectwo doświadczeń granicznych, choroby, śmierci, ułomnej cielesności. Znajdziemy tu temat akceptacji życia w całej jego złożoności, potrzeby znalezienia harmonii rozumianej jako równowaga między szczęściem a bólem, cnoty rozwagi – pisze wydawca tomiku, Ryszard Krynicki.

 

Renata Bond: Truskawki. Wiersz na Noc Kultury w Lublinie i na następny dzień…

 

Na popyt i podaż pogoda majowa,

ledwo promieniami zawiązki liźnięte,

a ja już nalegam żebyś pokosztował,

jak smakują truskawki ubrane w sukienkę.

 

Słońca nie obwiniam, tak mi tu gorąco,

soczyście dojrzałe wybierasz wersety,

nim upadniesz w pościel, czerwoną, niemnącą,

przed truskawkobraniem zawijasz mankiety.

 

O ratunek proszę, słodząc sokiem usta,

przez szyję do piersi, wydeptujesz ścieżki,

w koszyczkach twych dłoni, zebrana rozpusta,

dojrzałe truskawki, szypułkowe grzeszki…

 

Bardzo majowy, truskawkowy wiersz. I kolejny bardzo dobry wiersz Renaty Bond. Leśmianowski, tak sobie pomyślałem, że w klimatach Nocy Kultury. Fotografia: stock.xchng. ws

 

 

Renata Bond: Kroplą spływam pomiędzy piersi urodzajem. Wiersz na II Konwent Mistrzów Polskich Nalewek. Piękny

Kroplą spływam pomiędzy piersi urodzajem
błysnęło po oczach szkło odbite fleszem
językiem zlizana ustom się poddaję
amplitudy w żyłach stałam się wykresem.

Bledną na tą chwilę to znów czerwienieją
policzki twe panie od nadmiaru pasji
w przeźroczach kieliszków przedsmaki szaleją
następuje chwila odważnej reakcji.

Jeszcze mnie rozluźnij rozkołysz mnie w palcach
kwietno owocowa tkwi we mnie zawartość
im bardziej dojrzała tym bardziej wytrwalsza
zbiegam po twej krtani jak po piekle czartom.

Renata Bond

Zaskoczył mnie ten wiersz. O tym, że nalewki są dziełami sztuki mówił na II Konwencie Mistrzów Nalewek w Lublinie (15-15 maj) Tadeusz Mysłowski, polski artysta mieszkający w Nowym Jorku. O tym, że nalewki są dziełami sztuki wiedzieli słuchacze Lubelskiej Szkoły Fotografii, którzy pracowicie dokumentowali wykłady i warsztaty odbywające się w ramach konwentu, który w tym roku towarzyszył VII Targom Ogrodniczym Eden. O sztuce nalewek pięknie mówił Zbigniew Sierszuła, uznając harmonię za najważniejszą kwestię w nalewkach. A Michał Hochman, autor wielkiego przeboju “Konik na biegunach”, który pracował w kapitule konwentu, zachwycał się dobrocią nalewek, zaklętych w butelkach. Po wierszu Renaty wiemy, że nalewki są poezją. I są dobrych wierszy warte…

ws.


Nick Cave & Stanisław Sojka, Into my arms (W moich ramionach). Jeden z najpiękniejszych wierszy o miłości. Prawdziwy i autentyczny…

YouTube Preview Image

 

Nie wierzę wcale we wszechmogącego Boga,

Lecz wiem kochanie, że Ty w moc Jego wierzysz,

Więc gdybym swą do Boga znalazł drogę,

Chciałbym nią pójść by tak jak Ty uwierzyć,

Padłbym przed Nim na kolana,

i błagał z całych sił by uwięził Cię do końca Twoich dni

W ramionach mych, o tak…

 

Nie wierzę też w istnienie aniołów,

Choć w niewiarę wątpię patrząc w oczy Twe,

Chciałbym zasiąść z nimi do wspólnego stołu,

I błagać by chronili Cię,

Abyś mogła uśmiechnięta w blasku zapalonych świec,

W aureoli iść jak święta, by spokój znaleźć gdzieś

W ramionach mych, o tak…

 

Ja wierzę w miłość,

I wiem, że Ty w nią wierzysz też,

Wierzę w jej cudowną siłę,

Co drogę rozjaśni blaskiem świec,

I niech płomień ten nie gaśnie, abym mogła jak we śnie,

W mroku trafić wprost w ramiona Twe

W ramiona Twe, o tak…


(Teatr Korez, W moich ramionach, tłumaczenie R. Talarczyk), TU inne teksty, zachęcam do odwiedzania strony Teatru Korez, to jeden z najciekawszych teatrów w Polsce.

Zaglądającym na Wierszotekę i tym co nie zaglądają życzę, żeby w te Święta wyhamowali, do życzeń dodaję wiersz ks. Oszajcy i słowa ks. Twardowskiego…

 

wybrałem z paska polecenie

wyrzuć śmieci

komputer zapytał

czy na pewno

…OK odpowiedziałem

akurat w tym momencie gdy w radiu

chór zaśpiewał Alleluja…

(ks. Wacław Oszajca)


Ks. Jan TwardowskiNa Wielkanoc chciałbym złożyć krótkie życzenia wierzącym i niewierzącym. Czego nam, wierzącym, dzisiaj życzyć? Chyba tego, żebyśmy stawiając sobie czasem pytania: po co się urodziłem? po co żyję? dlaczego ucieka mi doczesne szczęście? dlaczego cierpię? dlaczego umieram? – stale przypominali sobie Jezusa zmartwychwstałego, który jako człowiek przebył ludzkie życie, cierpienia, straszną śmierć i w cierpieniach, kłopotach życiowych przedarł się do Pana Boga i do Niego przeniósł nasze człowieczeństwo. Żebyśmy nie patrzyli na nasze kłopoty, cierpienia, śmierć jak na nieszczęście, ale jak na przedzieranie się do Boga. Jest to w życiu takie trudne, trudniejsze od wspinaczki na górę. Niewierzącym życzyłbym, aby postawili sobie pytanie: a jeśli jest prawdą, że Jezus zmartwychwstał, to jak będę wyglądał ze swoją niemądrą niewiarą?


Wszystkim zaglądającym na Wierszotekę i tym, którzy nie zaglądają życzę, żeby w te Święta wyhamowali. Dziękując za coraz liczniejsze odwiedziny, zapraszam do pomyślenia i refleksji nad krótkim wierszem ks. Oszajcy i życzeniami napisanymi kiedyś przez ks. Jana Twardowskiego. Życzeniami pełnymi delikatności, cichości i uspokojenia. Z dyskretnym zaproszeniem do zmierzenia się z prostym pytaniem: Dlaczego ucieka mi doczesne szczęście. ws.

Podwójne urodziny. Jasza Mazur i Witold Dąbrowski. Poniedziałek 18 kwietnia o godz. 18 Hades Szeroka w Lublinie

18 kwietnia Sztukmistrz z Lublina  kończy 52 lata. Witold Dąbrowski, który gra Sztukmistrza zaprasza na urodzinową imprezę. 52 lata temu, 18 kwietnia 1959 r.  w nowojorskiej gazecie „Forwerts” ukazał się pierwszy odcinek powieści Isaaca Bashewisa Singera „Sztukmistrz z Lublina”.

To podwójne urodziny. Aktor kończy 50 lat.  W najnowszym spektaklu wyreżyserowanym przez Tomasza Pietrasiewicza stworzył wzruszającą kreację. Zbudował pogodny portret Jasza Mazura z jego miłościami do kobiet i jedną, najważniejszą miłością do Boga.

A Tomasz Pietrasiewicz, który przygotował znakomitą adaptację, znalazł w Lublinie miejsce, gdzie najprawdopodobniej zamurował się w swej pustelni Jasza Mazur.

Witku, z okazji 50 urodzin przyjmij życzenia wszelkiej pomyślności osobistej i artystycznej. Jeszcze parę ról czeka. Oraz tej niezwykłej pogody i optymizmu, którym obdarzasz tych, którzy mają go mniej. Pogody i zgody tak potrzebnej w tym zabieganym świecie…

Waldemar Sulisz.

 

 

Urodziny Sztukmistrza

Rozpoczną się w poniedziałek, 18 kwietnia w Restauracji Hades – Szeroka, która mieści się przy ul. Grodzkiej 21 w Lublinie.  Będzie urodzinowy tort, wspólne czytanie fragmentów „Sztukmistrza z Lublina”, Jaszowe bajgle i niespodzianki Elżbiety Cwalinowej. Wstęp wolny za okazaniem prezentów.

(Fot. Waldemar Sulisz)

Premiera w Osterwie: Zamknęły się oczy ziemi. Zamknęły się z bólu i wstydu nad tym, co się wydarzyło w klasztorze – mówi Krzysztof Babicki

Na wieży furgotał blaszany kogucik
na drugiej – zegar nucił.
Mur fal i chmur popękał
w złote okienka:
gwiazdy, lampy.

Lublin nad łąką przysiadł.
Sam był –
i cisza.

Dokoła
pagórów koła,
dymiąca czarnoziemu połać.

Mgły nad sadami czarnymi.
Znad łąki mgły.
Zamknęły się oczy ziemi
powiekami z mgły.

Marzę o tym, żeby w sobotę stanęło pod Teatrem Osterwy sto moherowych beretów z transparentami – mówi Paweł Huelle o prapremierze swojej najnowszej sztuki „Zamknęły się oczy ziemi”. Sztuki przesiąkniętej poezją, religijnością i wiarą. Bardzo trudną wiarą w Kościół. Tytuł spektaklu pochodzi z wiersza Józefa Czechowicza, sam poeta pojawi się w finale spektaklu, fotografując cztery strony świata i mówiąc wiersz, który otwiera ten wpis…

O sztuce napisanej specjalnie dla lubelskiego Teatru Osterwy mówi się w Polsce. Nic dziwnego, bo znakomity pisarz oparł ją na autentycznych wydarzeniach z klasztoru betanek w Kazimierzu Dolnym. – To, co tam się wydarzyło nie jest czymś nowym w Kościele. Polecam opowiadanie Boccaccia „Wilk w owczarni” z „Dekamerona”. Boccaccio opowiada wypisz wymaluj historię księdza Komaryczki – mówił na konferencji prasowej Paweł Huelle.

Sztuka „Zamknęły się oczy ziemi”, której premiera odbędzie się w sobotę” nawiązuje do zdarzeń z 2002, kiedy z kazimierskiego klasztoru wyciekła informacja, że pracujący tam zakonnik miał w nachalny sposób dotykać zakonnice i tłumaczyć im, że w ten sposób otwiera je na miłość Chrystusa. W 2005 roku matka generalna została odwołana, zbuntowane zakonnice nie uznały jej następczyni. W końcu wyszło na jaw, że na terenie klasztoru sióstr betanek w Kazimierzu Dolnym dochodziło do molestowania seksualnego zakonnic.

– To co stało się klasztorze betanek w Kazimierzu Dolnym jest właściwie banalną historią rodem z Boccaccia. Natomiast niebanalna jest sytuacja społeczna. To, że sześćdziesiąt parę kobiet zostaje ekskomunikowanych, dostają najcięższą karę w Kościele a ten łajdak zostaje wikarym i ma to wszystko (przepraszam) w dupie. I się śmieje, jest skandalem – tłumaczył na konferencji prasowej Paweł Huelle. Pisarz nie ukrywa, że jego najnowsza sztuka jest głosem w sprawie polskiego Kościoła. – Na którym mi zależy. W tym sensie mi zależy, że jestem członkiem tej wspólnoty i zależy mi, żeby ona nie była łajdacka, żeby była jasnością i światłością – dodaje pisarz.

Krzysztof Babicki, który reżyseruje sztukę, nie ukrywa, że w spektaklu będą ostre sceny karania opornych sióstr, które nie chciały podporządkować się księdzu. W sztuce pojawi się nawet siostra, która urodziła w klasztorze dziecko. W finale na scenie zobaczymy poetę Józefa Czechowicza mówiącego wiersz: Zamknęły się oczy ziemi. – Zamknęły się z bólu i wstydu nad tym, co się wydarzyło w klasztorze – wyjaśnia Babicki.

Autor sztuki odpiera zarzuty o antyklerykalizm. I nie boi się protestów. – Marzę o tym, żeby w sobotę stanęło pod Teatrem Osterwy sto moherowych beretów z transparentami niedopuszczającymi publiczności do teatru. Jeżeli cokolwiek się stanie, to uprzedzam, że nie wynająłem tych pań – ripostuje Huelle.

ws

Drukarz Benek: Wyroby duchowe. Powieść o Lublinie, w której pełno poezji. Wieczór autorski Bernarda Nowaka: 14 kwietnia 2011 r. godz. 17, Muzeum Czechowicza

Z radością zapowiadam wieczór autorski Bernarda Nowaka połączony z promocją jego nowej powieści: “Wyroby duchowe”. Radość bierze się stąd, że to dobra książka. Momentami bardzo dobra. “Wyroby duchowe” to poetycki dziennik pisarza, mieszkającego w Lublinie. Dziennik mocno zabarwiony poezją, wzruszającym erotyzmem, który niepostrzeżenie przechodzi w przemijanie i reportażowym opisem Lublina.

Lublin raz jest bramą Wschodu, raz zapyziałym grajdołkiem w którym rządzą kulturalne kliki, raz prowincjonalnym miasteczkiem z Arnsztajnowej czy Czechowicza. W miasteczku Lublin, aspirującym do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury wiele się dzieje. Bernard Nowak z precyzją i premedytacją wywołuje do tablicy znane nazwiska, opisuje autentyczne fakty i spotkania.

“Wyroby duchowe” są bardzo zjadliwą powieścią. Dobrze doprawioną. Na ostro. Ale nie byłaby to książka dobra, gdyby Autor nie doprawił jej poezją. Fragmentami, zdaniami, myślami, notatkami skrzącymi się od metafor. Nie da się nowej książki Bernarda Nowak przeczytać za jednym razem. Trzeba ją smakować. Jak życie…

- Wyroby duchowe obejmują siedem lat życia w Lublinie, raz chudych, czasem bardzo chudych. Książka jest wyborem z prowadzonych mniej czy bardziej systematycznie notatek. Można powiedzieć, że jest daniem sporządzonym z różnych kawałków, gatunków, niekiedy okrawków. To swego rodzaju forszmak literacki, oparty na własnym przepisie – i tak wypada go traktować, ze wszystkimi tego konsekwencjami – pisze Autor. ws

Wieczór autorski, promocja powieści Wyroby duchowe: 14 kwietnia 2011 r. (czwartek ), godz. 1700 w siedzibie Muzeum Literackiego im. J. Czechowicza, ul. Złota 3

Bernard Nowak, prozaik i publicysta. Autor powieści Cztery dni Łazarza, (Paryż, Instytut Literacki 1990 r.) oraz Taniec Koperwasów (Lublin 2003). Druga książka otrzymała  Nagrodę Artystyczną Miasta Lublina za rok 2003, nominację  do Nagrody im. J. Mackiewicza oraz Nagrodę Literacką im. B. Prusa. Wydał także  tom opowiadań Smolice N˚ 86 (2006) oraz tom prozy Wyroby duchowe(2011). Jego teksty drukowały Twórczość”, „Akcent”, „Kresy” i lubelski dodatek  „Gazety Wyborczej”.

Autor książki My Lublin (w maszynopisie). Gotowy do druku jest tom opowiadań Trzy stówy za sztukę. Pracuje nad powieścią Judasz mój brat (fragmenty w „Twórczości”).

Od 1 XII 1981 pracował w ZR NSZZ „Solidarność”. Do 1989 r. działał jako podziemny drukarz. W latach 1983–1989 członek – koordynator TKZ NSZZ „Solidarność” FSC Lublin oraz redaktor „Biuletynu FSC”.

W 1988r. zakładał Wydawnictwo ‘Test”, od 1992 r. jego właściciel. Opublikował 60 książek, m.in. o podziemiu niepodległościowym Lubelszczyzny. Pierwszy krajowy wydawca W. Andersa Bez ostatniego rozdziału, edytor książek J. Trznadla  i  Z. Herberta. Wydał Rękopis znaleziony w Saragossie, Niebezpieczne związki (z rysunkami F. Starowieyskiego), O wojnie C. von Clausewitza, wiersze M. Sępa-Szarzyńskiego i J..Baki (z gwaszami J. Lebensteina).  W 2000 r. wydał Lublin. Przewodnik, uważany za najlepszą publikację o mieście. Jako edytor otrzymał szereg nagród i wyróżnień. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, od maja 2005r. prezes Oddziału.

Jan Kochanowski: Daj czegoć nie ubędzie, byś nawięcej dała. Fraszka o smakowaniu życia. Bardzo aktualna

Daj, czegoć nie ubędzie, byś nawięcej dała;

Daj, czego próżno dawać potym będziesz chciała,

Kiedyć zmarski twarz zorzą, a gładkie zwierciadło

Okaże to na oko, że cię siła spadło.

Już tam służyć nie będą te pieszczone słowa:

„Stachniczku, duszo moja!” — rychlej: „Bądź mi zdrowa,

Maryja, łaski pełna!” — a w ręku pacierze,

Na jakie przy kościele baba pieniądz bierze.

Teraz możesz leliją piękny włos otoczyć,

Teraz możesz zaśpiewać, możesz w tańcu skoczyć;

Po chwili przydzie druga, którą przejdziesz laty,

I rzeczeć: „Weźm ty kądziel; przystojniej mnie z swaty”.

 

Jan Kochanowski, Fraszki, Księgi wtóre, Do dziewki (Daj, czegoć nie ubędzie, byś nawięcej dała…)